Tym razem muszę napisać więcej, ale i okazja ku temu niezwykła. Udało mi się spełnić jedno z marzeń fotograficznych – plener w Szkocji! Bohaterzy tej sesji to Ania i Andrzej – podróżnicy, zwiedzają świat i nie boją się wyzwań… a zwłaszcza deszczu:D Na ich plener polecieliśmy dwa dni po ich ślubie, więc wszystko było na wariackich papierach, ale zacznijmy od początku. Pomysł na Szkocję padł już podczas naszego pierwszego spotkania. Ja zaproponowałem, że chętnie z nimi polecę gdzieś dalej na zdjęcia, a Ania zaproponowała Szkocje. Połknąłem haczyk od razu;) Podczas sesji narzeczeńskiej na miesiąc przed ślubem zaczęliśmy rozmawiać o miejscach gdzie tak właściwie wykonać plener, ponieważ nikt z nas tam wcześniej nie był. Padło na Isle of Skye – perełka i esencja tego dzikiego kraju. Spędziłem kilka wieczorów googlując informacje, miejsca, mapy, słowem wszystko co mogło nam się przydać. Tak powstał ogólny plan sesji ślubnej, który na bieżąco korygowałem z prognozami pogody – im bliżej wyjazdu tym były bardziej pewne.
Szkocja przywitała nas chłodno i wietrznie (na wyspach to nic dziwnego;), drugiego dnia padało, padało…. padało, ale nie zaniechaliśmy zdjęć. Jadąc samochodem kilkaset kilometrów w stronę Isle of Skye zatrzymywaliśmy w różnych miejscach nie zważając na coraz bardziej przemoczone buty, spodnie, czapki… Chcieliśmy wykorzystać ten krótki czas w Szkocji na maxa. Im dalej na północ tym piękniej… coraz bardziej dziko, wielkie przestrzenie, pustka, kilometrami ciągnące się mgliste doliny, niesamowicie wzburzone rzeki. Mimo deszczu byliśmy zachwyceni. Późnym wieczorem dojechaliśmy na nocleg, gdzie musieliśmy się rozgrzać bursztynowym szkockim trunkiem 🙂 Prognozy pogody zapowiadały sporo słońca na wyspie co napawało nas wielkim optymizmem przed właściwą sesją ślubną:)
Padało do rana, jednak o wschodzie słońca wyszło piękne słońce i ruszyliśmy w trase. Dopiero teraz zbieraliśmy szczęki z wrażenia: słońce na przemian z ciemnymi chmurami, tęcze, mgła, niekończące się góry, klify i wodospady i hektary wrzosowisk. Taki krajobraz wzbudził we mnie coś surowego, pogańskiego wręcz. Szkocja powaliła mnie swoją majestatycznością. Co chwilę chciałem się zatrzymywać na zdjęcia, a jak wysiadałem z samochodu to często czułem się tak malutki, bezradny wręcz, w każdą stronę było niesamowicie pięknie!
Pogoda nie ułatwiała nam pracy, gdy wyszło słońce już za 5 minut padało i uciekaliśmy do auta. Gdy szliśmy klifami w stronę morza wiatr dosłownie przewracał. Bywało, że czekaliśmy w samochodzie 15 minut żeby cokolwiek przestało padać i zrobić zdjęcia. Na wrzosowiskach też łatwo nie było. To podmokłe tereny gdzie można było łatwo wpaść po kolana do wody 😀 Andrzej coś o tym wie;) Poniżej moje ulubione kadry… ogromna część wykonana w deszczu:D Na początek muzyka i zdjęcia właśnie z drugiego dnia, w następnej kolejności zdjęcia w luźnych ciuchach z pierwszego dnia wyjazdu… Enjoy!
Muzyka: „Spirit of the wild”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s